Polak w kontrowersyjnym klipie Trentemollera (+18)

Kilka miesięcy temu, wspominałem o dość tajemniczym, bo spontanicznym wyjeździe do Szwecji (wpis "w srebrzystym blasku Sztokholmu" - klik). Przypadkowo zauważony na YouTube'ie przez Trentmollera, podobno idealnie wpasowałem się w wymagania artysty co do sylwetki głównego bohatera. Reżyserowie z Daemon Film skontaktowali się ze wspaniałą Kirą Bunse, a ta następnie przekazała namiary na mnie. Zanim jednak podróż doszła do skutku, moja ówczesna agentka Paulina oraz producent, Daniel Wirtberg, przebrnęli przez wymianę masy wiadomości. Do porozumienia oraz obustronnej akceptacji warunków, doszło po nieco ponad tygodniu.


Trentemoller to od kilku lat jedna z najważniejszych postaci na scenie alternatywnej. Duński producent muzyczny, jeden z najpopularniejszych i najbardziej cenionych DJów na świecie, jest znany ze swoich psychodelicznych, elektronicznych brzmień.


W ubiegłym tygodniu, na stronie najpopularniejszego rankingu artystów i utworów - Billboard (link do artykułu - klik), miał premierę najnowszy teledysk Trentemollera do utworu "Deceive". Całość klipu jest utrzymana w mrocznej, wzbudzającej mieszane uczucia kompozycji. Motyw przewodni to popularny ostatnimi czasy (głównie w Polsce) temat "gender" oraz zacieranie się stereotypowych różnic pomiędzy kobiecością, a męskością. W nagraniu nie brakuje też nagości, a sam utwór wprowadza słuchacza w trans. Zahipnotyzowane modelki i modele mają na sobie ubrania szwedzkiego projektanta Henrika Vibskova. Główną postacią w klipie, jak już wyżej wspominałem... Jestem ja :)














Co sądzicie o owocach pracy, jest się czym pochwalić?



A tak na marginesie... Zostały ostatnie 4 dni możliwości oddawania głosów w plebiscycie Top Model. Głosowanie jest tylko jedno, na chwilę obecną głosów mam 0. Możliwe, że nie zasługuję, jednak jeśli ktoś z Was, stwierdzi, że powinienem pojawić się na gali finałowej programu (tak - obiecuję powiedzieć szybko jeden z wierszy), będę niesamowicie szczęśliwy. Nie zależy mi na udostępnianiu, zależy mi na tych kilku smsach...

sms o treści: TM40 
na nr: 7271

Jeśli macie dużo telefonów komórkowych w domu, wielu znajomych w szkole czy pracy - będę wdzięczny za realną mobilizację dotyczącą pomocy. Zostały ostatnie 4 dni... Oczywiście - jeśli uważacie, że zasługuję na tytuł Top Model internetu. Nie ukrywam, że nie zawracałbym gitary gdyby temat nie był dla mnie ważny, tak po prostu.

sms o treści: TM40
na nr: 7271

krwawy księżyc

Lubię wyzwania. Zdarza mi się pisać o tym co mnie nie interesuje, bo chcę, a nie dlatego, że muszę. Później proces twórczy przy tematach, które są mi bliższe, jest prostszy i daje podwójną przyjemność. To trudny sprawdzian i równie niełatwy orzech do zgryzienia by sprostać oczekiwaniom osób czytających. Bez względu na poziom intelektualny. Konkursy literackie są takie kształcące. "Siyo Nqoba, ingonyama. Ingonyama nengw' enamabala." A ja żyłem w nieświadomości i przekonaniu, że na początku utworu, uprawiają dźwiękonośladownictwo, tak się rozśpiewują.


W przypadku znużenia czy licznych błędów w tekście, proszę o wyrozumiałość. Piszę po dość przyjemnym weekendzie, zakrapianym etanolem i przede wszystkim spędzonym w gronie wspaniałych osób. Gdzie nas refleksje i nogi nie poniosły... Wbrew słuchom i może niekoniecznie prostemu stawianiu kroków, pamiętam każde zdanie oraz twarz, z którą zamieniłem choć słowo :) Warunki niekoniecznie sprzyjały poważnym tematom, ale z własnej, nieprzymuszonej woli (i pod przysięgą poufności, której nigdy nie nadwyrężyłem), pamiętam każdy wyraz. Dziękuję wszystkim za krótsze i dłuższe rozmowy i nie powiem, że nie liczę na częstsze spotkania. Bez względu na stopień zażyłości, ale w zależności od ochoty. Bez zobowiązań, tak łatwiej.



Dziękuję za masę dobrych fluidów, ciepłych słów i gratulacje. Członkostwo w Stajni Literackiej (przynależącej do SPP) to dopiero początek. Pierwszy szczebel długiej drabiny, prowadzącej na poddasze, którym jest dla mnie partycypacja w samym Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Żeby się tam znaleźć, (mam tego świadomość) czeka mnie jeszcze wiele miesięcy / lat nauki oraz równie dużo książek do przeczytania. Jednym z wymogów jest m. in. wydanie własnych dzieł. Moja przygoda ze światem literatury, pomimo niesłychanego tempa, dopiero się zaczyna. Jeśli mam być szczery (a jest to jedna z niewielu rzeczy, z którymi nie mam problemu), wolałbym nie przynależeć do żadnej elity literackiej, a być naprawdę dobrym, chętnie czytanym pisarzem. Lepiej tak niż odwrotnie ;) Wszystkim zainteresowanym chętnie pokażę jakieś dotychczasowe prace (a raczej próby pisarskie). Niestety, nie mogę pozwolić na ich ogólnodostępność, tzw. "widok publiczny", ze względu na np. udział w konkursach, pierwszeństwa publikacji w miesięcznikach poetyckich etc. Rozpisałem się jak grzesznik do spowiedzi, jeszcze raz - dziękuję. Poniżej zdjęcie sprzed kilku tygodni... Korzystając z programu graficznego, zawsze chciałem użyć tego efektu. Turniej Jednego Wiersza w ramach 120. urodzin Juliana Tuwima / Łódź '14.


Wysyłanie prac na XXVI Ogolnopolski Konkurs Poetycki im. Władysława Broniewskiego "O Liść Dębu", upływało wraz z dniem 15.09.2014. Prawdopodobnie jestem ostatnim uczestnikiem, od którego prace dotarły do rąk szanownej, literackiej komisji. Bo przecież gdybym zrobił to wcześniej - nie byłbym sobą. Wena to ciekawe zjawisko, które (podobnie jak miłość) zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie.


A z twarzy taki niepozorny ;) Wiem, że test "ściema", ale wszyscy, którzy podobnie jak ja, chcieliby się dowartościować / rozwiązać 20 łamigłówek, mogą to zrobić tutaj: http://www.arealme.com/iq/pl/ PS Telefon przy komputerze, z włączonym własnym zdjęciem, ma na celu poparcie pierwszych słów tego (pitu, pitu) akapitu. Nie, zazwyczaj nie trzymam komórki z włączonym "selfie" przy wyświetlaczu laptopa.


Jakkolwiek pseudo dojrzale zabrzmi, chciałbym się podzielić pewną refleksją. Owszem, jestem bezczelny i owszem - zdarza mi się powiedzieć coś pod wpływem emocji. Chcę żyć w zgodzie ze światem. Bez zbędnego biadolenia, blizny na ciele, które są pamiątką po tym jak sam zostałem nieraz potraktowany, przypominają bym sam nikogo nie ranił. Tak, bez żadnego "melodramatu", po co krzywdzić? Żyjemy w nieświadomości, jak nawet jednym słowem, łatwo zmienić bieg czyjegoś życia. Kiedy to zrozumiałem, poczułem dość silną odpowiedzialność za swój aparat mowy.


Kiedyś, podczas zajęć w szkole, rektor omawiał formy reklamy w Internecie. Jedną z uwag we wnioskach, która trwale wypełniła jedną z moich szarych komórek, były bannery na stronach internetowych. Nie chcę wchodzić w szczegóły i chwalić, że pomimo włączonego AdBlocka znam ich rodzaje (wiem, właśnie to zrobiłem)... W każdym razie, biję do tego, że nachalność tego rodzaju reklam w sieci, sprawia, że nasz wzrok je omija, a umysł nie rejestruje. Przysłowia są trochę jak reklamy. Hasła, wraz z ich mnogością i częstym przypominaniem, przestają być interpretowane. Nie są wiarygodne. Nie zwraca się na nie uwagi, wypuszcza drugim uchem (lub innym narządem), a ich wydźwięk jest dla mózgu oklepany i tandetny (chciałem użyć innego słowa, ale nie chcę być starym maleńkim). Z wiekiem (celowo nie piszę, że z dojrzałością, bo określenie jest mi obce) zaczynam rozumieć sentencje, które wcześniej wydawały mi się po prostu głupie i nieprawdziwe. Też tak macie?


Jedyna krzywda, która tak naprawdę nie jest krzywdą, ale niektórzy mogą tak to odbierać, to moje preferencje kulinarne. Chociaż wiem, że zwierzęta też miały kiedyś rodziców lub rodzicami jednego z nich byli, lubię sobie od czasu do czasu zjeść jakiegoś porządnego świniaka, drób czy parówę z papieru toaletowego (mięso 50%, ale pewnie i tak mniej - etykiety kłamią). Dlatego też, kiedy widzę petycje by w knajpach, które serwują mięsne posiłki, zakazano ich i wprowadzono jedzonko wege, podpisuję się pod tym, że w knajpach wege, chcę móc wpierdolić sobie kaczkę. A już najbardziej o zażenowanie wprawiają mnie zagorzali naturożercy, którzy większą krzywdę niż konsumpcję zwierzątka, wyrządzają innym – siostrom i braciom z GATUNKU homo sapiens. Najpierw nauczyć się być człowiekiem dla drugiego człowieka, później można mówić z pełną gębą. This is it. #fotosynteza #patrzenie_przez_pryzmat


Pani Magdalena Węgrzynowicz - Plichta (której osobie z pewnością poświęcę dłuższą notkę), zainspirowała mnie do robienia serii zdjęć, tzw. "od ogółu do szczegółu". Poniżej moje pierwsze próby :)




śpiewaj ogrody

20 września 2014 ok. godz. 17:00. W drodze do rodziny, mieszkającej na Podkarpaciu. Bieżąca sytuacja ma swój początek wraz z dziećmi skaczącymi po autobusie jak małpki. Mijamy tablicę z zamazaną nazwą miejscowości. Zaczyna się od zakłóceń telefonów komórkowych. Znika słońce, wieje wiatr i niebo staje się granatowe. Kończy się asfalt na drodze przez co, mimowolnie, do skaczących dzieci przyłączają się także dorośli. Dziewczynka podskakująca w pobliżu, tłumaczy ojcu, że: "[...] Istnieją ludzie, którzy się nie myją - jak pchły." Za oknem billboard (formatu europejskiego) "Zbyszko". Od razu wiedziałem gdzie jestem - Radom.



24 września 2014 ok. godz. 9:00 (tak, nie wydaje Ci się - 9:00 rano). Od kilku godzin jestem w Warszawie, chciałem odebrać na poczcie awizo... Dobrze zbudowany mężczyzna na przystanku, patrzy w dal za autobusem. Nie wygląda na kontrolera, co więcej, w dłoniach trzyma kasownik do biletów. Spóźnieni przechodnie ignorują sygnalizację świetlną. Czekając "na czerwone", stawiają kroki nie na pasach. Starszy Rom gra na akordeonie. Nieco wczorajsza pani kwiaciarka (z równie niedzisiejszym kramem), smacznie chrapie na chodniku - nie przeszkadza jej jesienny przymrozek ani cygańska muzyka. Miejscowa sprzedawczyni nienarodzonych kurcząt, zachęca do zakupu jajek z najlepszych, podwarszawskich ferm. Co więcej, siedzi wewnątrz słonecznego kręgu, pękniętych skorupek z wylanymi żółtkami... Jeśli dokończę pracę licencjacką (a dokończę), a i wiersze wyślę na konkursy (a wyślę), zabieram się za opowiadanie oparte na lokalnym życiu tej części Warszawy. Home, sweet home - Plac Szembeka, Praga Południe, Warszawa.


W sumie to historia dosyć prywatna i raczej nie ma się czym chwalić, ale z perspektywy czasu - dość zabawna. Nigdy nie zapomnę jak mając lat 7, z kuzynką i najlepszą przyjaciółką w jednej osobie, Aga (lat 8), bawiliśmy się w dorosłych. Siedząc na podłodze, nad miską do połowy wypełnioną wodą, przy ZAMKNIĘTYCH oknach, paliliśmy papierosy własnej produkcji. Kartka w kratkę (ponadprzeciętnej grubości), pokolorowana ku końcowi na pomarańcz (bo po co tak młodym płucom filtr) oraz herbata owocowa (imitująca tytoń). Kiedy nasi rodzice, mama Agi (a dla mnie chrzestna, ciocia) Elżbieta oraz mój ojciec Janusz wkroczyli do pokoju, plan zostania wówczas pełnoletnimi prysł. Podobnie zresztą jak możliwość oglądania (do końca dnia) ulubionych bajek Disney'a na video.


Co słychać, Rafał? Część II

Nie czuję się nieprzeciętnie dojrzałą osoba czy jakimś wielkim pisarzem (jeszcze) :) Jednak kiedy dostaje komentarze, pisemne lub werbalne czy podziękowania, że rozjaśniłem komuś umysł na jakąś sprawę lub wpłynąłem na pogląd (mocne), rosną mi skrzydła. Unoszę się z radości, kiedy ktoś z czytelników, nawet jeśli siś nie znamy, odnajduje siebie (w mniejszym lub większym stopniu) w moich notatkach, myślach ubranych w słowa Sam także odnajduje cząstkę siebie w myślach spisanych przez kogoś innego. Ten rodzaj więzi jest piękny i równie trudny do zrozumienia. To niesamowite, że ktoś kto nie jest mną czuł to samo co ja. Pomimo, że się nie znamy, jest kimś bliskim dla mojej duszy. Janusz Leon Wiśniewski... Pamiętacie jak przeżywałem wiadomość od niego? Link do posta: "samotnym jest się tylko wtedy, gdy ma się na to czas" - KLIK.


Jakiś czas temu dostałem wiadomość o treści (publikuję ze względu na pozwolenie nadawcy oraz utrzymując tajemnicę danych osobowych): "Witam, z tej strony XX z programu Top Model już 15 czerwca ruszają castingi do 4 edycji Top Model. 15 CZERWCA będziemy w Gdańsku później: Poznań, Katowice i Warszawa. 4 EDYCJA jest edycją wyjątkową i premierową, ponieważ teraz poszukujemy również mężczyzn. Jeśli marzysz o karierze modela, chcesz się sprawdzić i przeżyć niezapomniana przygodę zgłoś się do programu już dziś! Prześlij nam swoje zgłoszenie z aktualnymi wymiarami oraz zdjęciami sylwetki i twarzy. napisz kilka słów o sobie i prześlij numer pod którym najlepiej się z Tobą skontaktować. ZGŁOSZENIA NA XX@tvn.pl". Pierwsza moja myśl była taka: "Udział w programie, o którym mowa w powyższym mailu to bez wątpienia duże doświadczenie. Możliwość pracy z osobami, dla których świat mody to codzienność oraz późniejsza rozpoznawalność, pozwalają na udział w wielu komercyjnych projektach. Polski rynek modowy jest ukierunkowany na nieco bardziej barczystych modeli, dlatego... Najpierw masa, potem rzeźba. Next time." Jednak jeśli decyzja należy do Internautów... Jeśli będzie mi dane uczestniczyć w w gali finałowej IV edycji Top Model TVN, nie opowiem historii swoich 22 lat (czas antenowy), ale przeczytam wiersz. Damy radę, prawda?

Backstage'owy kadr z teledysku "Hera Koka Hasz LSD". Słyszeliście nową piosenkę Karoliny? Nie wiem czy napisać do jej managera, że byłoby miło, gdyby mieli mnie na uwadze przy kolejnych produkcjach :)


Przepraszam za jakość zdjęcia, ale (przy takim oświetleniu) to maksimum, na jakie stać mój telefon. 16 września 2014 w Dom Literatury w Warszawie, miałem przyjemność i zaszczyt uczestniczyć w warsztatach literackich, prowadzonych przez (dr n. med. dr hab. n. hum. prof. UKSW) pana Piotr Müldner-Nieckowski (ur. w Zielonej Górze). Gościem spotkania był zasłużony polski pisarz, dziennikarz i satyryk, pan Marcin Wolski. Wybrane cytaty (są ich 3 strony A4) oraz NIEZBĘDNE wskazówki literackie, które zanotowałem podczas zajęć: "[...] albo nie robimy tego w ogóle albo tak, jakby od tego zależało nasze życie." ; "Wiersz, w porównaniu do prozy, posiada gorset." ; "Pisarz nie może ziewać podczas czytania własnej twórczości." ; "Najdłuższą lekcją jest nauka słuchania ludzi." ; "W fabule musi być przynajmniej jeden pozytywny bohater." ; "W wierszu musi być prawda - ekshibicjonizm." I na koniec mój ulubiony: "JAK SIĘ CHCE ZOSTAĆ CASANOVĄ, NIE POWINNO SIĘ STUDIOWAĆ GINEKOLOGII." :)



Rano wyjeżdżam w chyba najpiękniejsze regiony Polski - na Podkarpacie. Spotkanie z rodzinną i kilka dni spokoju od samotności stolicy :) Moja "obecna nieobecność" była spowodowana kilkoma dłuższymi wpisami, a raczej cyklem przemyśleń, którym za chwilę się z Wami podzielę. Będę wdzięczny jeśli Wy, podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami. Udanego weekendu i mocnego kaca! :)


Bądźmy w kontakcie:
instagram: @RAFALOZY
twitter: @RAFALOZY
facebooka znacie :)




PS Jako, że razem zawsze raźniej, a i nie zabraknie dobrej zabawy połączonej ze sportem, mam pytanie. Czy są tu jakieś osoby (z Warszawy) chętne wspólnie uczęszczać na treningi Pole Dance Aerial? Nie, spokojnie - nie planuję wiązać z tym sportem zawodu :) Zainteresowani, dajcie znać, śmiało!




"Człowiek Ma Dwa Życia, To Drugie Zaczyna Się, Gdy Uświadomi Sobie, Że Ma Jedno." - Konfucjusz. Wolność, równość, braterstwo.

co słychać, Rafał?

Kiedy w 2011 roku przyjechałem do Warszawy, wierząc w fałsz legend o tym miejscu, obiecałem sobie nie opuszczać lewej strony Wisły. Po dwóch latach (z niewielkimi przerwami) mieszkania w centrum, postanowiłem pozwolić odpocząć swojemu organizmowi na nieco spokojniejszych, a zdecydowanie bardziej zielonych terenach. Od miesiąca i kilku dni mieszkam na czarującej Pradze Południe, która z każdym dniem staje się (choć coraz bardziej daleka od bliskich to) coraz piękniejsza.


Ilość potknięć jest wprost dysproporcjonalna do postawionych przez ostatnie tygodnie kroków. Nie żałuję ani jednego zadrapania na kolanie, spoliczkowania czy (przysłowiowego) liczenia much na suficie. Dopóki nikogo nie krzywdzę, mam prawo robić to co chcę. Definicja wolności zmienia znaczenie wraz z miejscami, wydarzeniami czy z ludźmi, z którymi się przebywa. Tak - teraz też jestem wolny, ale działam zdecydowanie szybciej ;)


Wiem co napisać, prawdopodobnie pierwszy raz od wielu miesięcy, ale nie wiem od czego zacząć. Podobną trudność sprawia mi rozpakowanie walizek. Dzisiejszy post będzie swojego rodzaju nieoficjalnym oświadczeniem mojego, leżącego po udanej operacji serca. Obiecałem nie uzewnętrzniać się publicznie, bo prywatność jest dla mnie bardzo ważna. Po chwili krótkiego przemyślenia oraz kilku rozmów, przypomniałem sobie słowa znajomych oraz osób mi nieznanych, że bardzo często odnajdują w tych przemyśleniach samych siebie. Nie wiem, ja bym tam chciał żeby ktoś napisał notkę, w której odnajdę kawałek siebie.


Kilka słów do tematu, którego nie chciałem poruszać. Obiecuję więcej do tego publicznie nie wracać. Jeszcze do niedawna, żyjąc tematem niepewnego uczucia... A tak naprawdę nie żyjąc, bo cóż to za egzystencja w wiecznym poczuciu wmówionej winy, masy docinek czy strachu przed spotkaniem. Czekanie no to, gdy znów opowie o wczorajszej imprezie. Bliscy, słusznie znużeni wielotygodniowym tematem, wytłumaczyli mi wiele spraw, których moje oczy nigdy przedtem nie dostrzegały, a mózg nie rejestrował. Podobno w ogólnie przyjętej definicji, nazywane jest to wyidealizowaniem. To taka choroba, w której trwa się w nieświadomości. Każdy dzień był coraz bardziej absurdalny. Coraz częściej padał deszcz, a szarość chmur zakrywała niebo. Mnogość przykrości, natłoku (potwierdzonych) złych informacji czy widok samodestrukcji osoby, której oddałem serce sprawiło, że mój próg bólu został przekroczony. Skutkowało to odczuwaniem: niczego. Jeśli każda sytuacja przynosi też dobre strony, jakie są tutaj? Napisałem przeszło 200 wierszy, które być może pozwolą na członkostwo w pewnym stowarzyszeniu, a którymi za jakiś czas się z Wami podzielę.



Jeśli samotność wybierze sobie właśnie mnie za najlepszego przyjaciela - muszę być bogaty, codziennie będę jadał w najlepszych restauracjach. Nie wyobrażam sobie do końca życia gotować tylko dla samego siebie. Chociaż z drugiej strony, jeśli będę bogaty - nie będę samotny. Nigdy nie zrozumiem tych zawiłości. Słyszę dźwięki, których potrzebuję.


Przez pewną sytuację (za której opanowanie dziękuję), pobieżnie związaną z wyżej wspomnianym tematem, rozwinęło się we mnie bardzo silne poczucie empatii. Szukam stosownego przykładu, ale najprostsze słowa najtrudniej wyrazić... Wolę oddać ostatni posiłek, np. nocą kiedy wszystkie sklepy są zamknięte, nie mając więcej jedzenia w lodówce, drugiej osobie. Ponieważ jej nasycenie, sprawia, że również nie jestem już głodny. Adnotacja, 16:17 - wstawiłem wodę na makaron - wyszło słońce.



na statku, na łodzi

Lato... Przerwa od szkoły, a wakacje, jak co roku, nie szczędzą przygód, na które niespecjalnie jestem przygotowany. Nie ukrywam, że o wiele prościej byłoby mi zmagać się z przeciwnościami losu po kolei, a nie jak zazwyczaj – naraz. Czas wziąć w dłoń długopis i kalendarz, zapisać wszystko co wymaga wykonania i uporządkować według hierarchii. Nie ma powodu do zmartwień, po prostu ostatnio trochę się gubię.


Kilka godzin temu wróciłem z Łodzi gdzie w towarzystwie aktorów oraz osób z produkcji, nagrywaliśmy klip Karoliny Czarneckiej „Hera, koka, hasz, lsd”. Ponad 12h pracy, olbrzymie zmęczenie i jeszcze większa satysfakcja. Uprzedzam, że ze względu na scenerię, teledysk będzie kontrowersyjny i dla osób o faktycznie mocnych nerwach. Jedno wiem na pewno - muszę odpocząć od wyżej wspomnianej piosenki, uszy narzekają na przesyt. Po prawie dobie spędzonej na planie, uważam, że Karolina jest bez wątpienia wrażliwą i bystrą dziewczyną, która dokładnie wie czego chce od życia. Rozumiem jej fenomen, doceniam warsztat aktorski i… Chciałbym jeszcze raz zatańczyć z nią do piosenki Beyonce haha : )


Wracam do wsłuchiwania się w ALT-J oraz pisania dla Was kolejnej notki na drugim blogu – trzm.wordpress.com Skąd pomysł na nazwę? „Trzym” to nic innego jak 3xM. Pod trzema literami „M” kryją się hasła, które mogę nazwać swoimi największymi zainteresowaniami – marketing, moda i muzyka. Dziękuję za zainteresowanie witryną, satysfakcjonującą liczbę wyświetleń i komentarze... Których jeszcze nie ma zbyt wiele, ale są :) Zachęcam do dyskusji pod postem, którego stworzenie zajęło mi kilka godzin:


Ze względu na ograniczenia czasowe... Jeśli komentarze zilustrują zainteresowanie wpisem na nowym blogu, ten blog także będzie kontynuowany. Czy mogę na Was liczyć?



3xM + instagram mix @rafalozy

Długo zwlekałem z założeniem bloga o nieco odmiennej tematyce. Jest to ziarno plonu, w który włożyłem serce. Choć wciąż jest w wersji beta (do poprawy) to już dziś, właśnie z Wami, chciałbym się podzielić swoimi... Przemyśleniami. Konkretniej na temat, który ze względu na kierunek studiów jest mi dość bliski. Tak jak i czytelnicy są niedalecy :) Strona umożliwia komentowanie przez konto na facebooku, twitterze czy google+ Liczę zarówno na przyjaciół jak i znajomych - jestem bardzo ciekaw opinii na temat postu. Zwracam się do Was z prośbą o komentarze pod pierwszym wpisem na nowym blogu. Jak zwykle odpowiem na wszystkie sugestie, pytania czy opinie. Pokażcie, że tam jesteście:

Wraz z rozwojem pajęczyny nazywanej Internetem, fani dostali możliwość błyskawicznego dostępu do informacji na temat ulubionego artysty. Muzycy, w zależności od osobowości i kreowanego wizerunku, pozwalają swoim wielbicielom na kontakt za pomocą portali i serwisów społecznościowych (Facebook i Instagram) czy coraz popularniejszych w Polsce mikroblogów (Twitter)...

czytaj dalej:









Ze względu na ograniczenia czasowe... Jeśli komentarze zilustrują zainteresowanie wpisem na nowym blogu, ten także będzie kontynuowany.