"Nie bój się cieni. One świad­czą o tym, że gdzieś znaj­du­je się światło."










popołudniowy chill + spontaniczne zdjęcia: Kajo Szwed
bluza: Mr. GUGU & Miss GO / trochę nuty na te zajeżdżające smutem za oknem dni:

Infinity Ink - Infinity


NONONO - Pumpin Blood


Rafał Jarząbek - Ghost (acapella cover) - ćwiczenia wokalne - Beyonce's song


Beyonce - Crazy In Love (Fifty Shades of Grey version)


The Teenagers - Homecoming



o Halloween z kuzynem rączką (i długopisem) + nowa melorecytacja (z przewagą na melo)

Jakiś czas temu, a dokładnie 31 października tego roku, opisałem jak spędziłem Halloween w domu. Obszerniej niż na facebookowe standardy posta, ze skacowanymi czarownicami i wilkołakami z grona znajomych, podzieliłem się wieczorem w pojedynkę (tak, tak - z wyboru). Przepraszam za nieświeżość tematu i sporą obsuwę, ale wiecie - nie znam się na czasie (facebook - klik) :) Subiektywnymi oczyma:



Karłowaci (nie przez chorobę, a wiek) ludzie, nie zapomnieli o naszym mieszkaniu. Ponieważ nie mieliśmy żadnych słodyczy, a na psikusy zabrakło odwagi, postanowiliśmy nie otwierać. Spojrzałem przez wizjer. Czarownicy, zombiakowi z dynią (byli podobni, może rodzeństwo syjamskie), Hannie Montanie z kosą, dwóm kondomom z prześcieradeł (to faktycznie było przerażające) czy wampirowi bez mleczaków, tym razem, udało się przestraszyć tylko klamkę. Chociaż nie, bo i tej nie mamy. (Dygresja: Miała charakterystyczny kształt i była dość cienka. Ktoś anonimowy pożyczył kiedyś bez pytania i do dzisiaj nie oddał. Pewnie potrzebował słomki, a przez niezaspokojone pragnienie, ciągle przez nią pije, czy coś. Może odda.)


Poszedłem do sklepu. Chciałem żeby kolejne legiony pogańskich dzieci, żyjące w nietolerancyjnym kraju Katoli, opuszczały nasze skromne progi wraz z uśmiechem i robakami w zębach. Broń Boże (choć Ty tu nie pomożesz, bo jesteś na wakacjach) - nie życzę im źle! Wręcz namawiam do mycia i okresowych kontroli uzębienia. Pisząc o "robakach", miałem na myśli żelki w kształcie glist i innych "apetyczności", nieważne. Wychodząc z marketu, z siatkami niekoniecznie pełnowartościowych kalorii, czułem się jak młody Harry Potter, podczas pierwszej podróży do Hogwartu. Kto oglądał / czytał, ten wie, co mam na myśli.



Wychodząc ze sklepu byłem świadkiem niecodziennej sytuacji. Mali Sataniści podeszli do łysego chłopaka w "szelestach" (nie wierzę, że nie miał kalesonów) i zagrozili: "Cukierek albo psikus". Na co ten, z brakiem koordynacji ruchowej i równą nerwowością, odpowiedział: "Na te co ja mam, jesteście jeszcze za mali. Spadać." Nie miałem pojęcia co chciał przez to powiedzieć. Zaintrygował mnie. Przez chwilę chciałem podejść i zapytać, czy sam spełniam wymogi wiekowe, żeby dostać od niego cukierka. Koniec końców, postanowiłem nie ryzykować i na krótkim odcinku do domu, rozpocząłem degustację swoich słodyczy.


Od tamtej pory, kiedy zastraszono nas po raz pierwszy, żadne karłowate kościotrupy, mumie i gwiazdy betlejemskie nie nawiedziły naszego mieszkania ponownie. Nikt, nawet Jehowi z nowymi gazetkami (w których inspiracją są dla mnie ilustracje). Jest 31.10.2014, w czerni (jak co dzień), siedzę na sofie z komputerem na kolanach - nigdzie dzisiaj nie tańczę. Składam wiersze do kupy i wciągam tę tonę słodyczy. Kot jest szczęśliwy, bo myśli, że nie widzę jak się skrada po kolejne wiórki czekolady, które spadają na podłogę. Za kwadrans wybije północ, będzie 1.11.2014. Nie mówię, że nigdzie dzisiaj nie będę tańczył. Kończę pić Jacusia Daniela i jestem otwarty na propozycję. Możemy się kochać.



UWAGA! ZANIM DOSTANĘ LAWINĘ UNDERGROUNDOWYCH UWAG - to nie RAP. Prędzej [...] MELORECYTACJA... Między bitem, a słowami, celowo zabrakło synchronizacji - to nie cover, a element ćwiczeń / poznawania własnego głosu :) Moje gadanie nie zostało w żaden sposób przyspieszone (melodia - owszem). W wysokość głosu również nie ingerowałem :) Nagranie publiczne, do późniejszych celów porównawczych / tytuł oraz tagi "dla fejmu" kanału. Uff, koniec niepotrzebnej spowiedzi :) Z czystym sumieniem oraz wewnętrznym spokojem, podsyłam te 46 sekund swojego rosyjskiego akcentu:



Trentemoller - Deceive / backstage

Jakiś czas temu, na łamach bloga, chwaliłem się swoją pierwszą główną rolą w profesjonalnej, szwedzkiej produkcji. Mowa o teledysku Trentemollera do utworu "Deceive". Poniżej wrzucam materiał zza kulis. Ubrania, które widzieliście / możecie zobaczyć w klipie są projektu światowej sławy Henrika Vibskova (strona internetowa - klik - jako przykład profesjonalizmu w przemyśle odzieżowym). Dla osób, które nie znają autora i / lub kawałka, o którym mowa wyżej:


Więcej na temat współpracy i kilka słów o przedsięwzięciu możecie przeczytać w poście: Polak w kontrowersyjnym klipie Trentemollera (+18) O premierze - niespodziance, napisał m. in. jeden z najpopularniejszych magazynów / portali muzycznych na świecie Billboard. Pomimo niemałego zainteresowania oraz rzeszy fanów Trentemollera w Polsce, temat rozszedł się bez większego echa. Nie tylko ze względu na fakt, że główną postacią (tak, znowu chwalipięta) był rodak. Polskie media niespecjalnie wykazały zainteresowanie tematem, a szkoda. Wyjątki, które są mi znane - dziękuję:




Obiecany backstage teledysku Trentemoller - Deceive:





























PS Dziękuję za komplementy, wspaniałe i motywujące słowa. Dzięki światłu, które mi dajecie, nie będę się wzbraniał przed publikowaniem kolejnych tekstów, prób literackich, mojego autorstwa. Jestem niesamowicie wdzięczny, zwłaszcza, że poezja często (mnie zazwyczaj) męczy i do specjalnie ciekawych nie należy. Mam dla Was "żylety", które nie pozwolą na Twoje znużenie :) Dla tych, którzy są ciekawi pierwszej publikacji:


Jak napisałem w jednym z komentarzy niżej... Szczerze i bez zbędnych skromności - jeżeli wschody i zachody słońca przypominają bicie serca, to moja doba mija zdecydowanie szybciej - nie spodziewałem się tak pozytywnego odbioru. Naprawdę.




dla tych, którzy chcą być na bieżąco, strona na facebooku:
twittera i instagram już znacie - wszędzie:
@rafalozy :)

co z tym Top Model i... Rafał, ty piszesz? Chyba porady do BRAVO

Udało się! Byłem w finale Top Model! Nie wiem co narysować żeby podziękowania były niebanalne i adresowane do każdego bezpośrednio, indywidualnie. Wiecie, mógłbym napisać jakieś duże słowa, wyrażające emocje towarzyszące mi właśnie w tym momencie. Tylko, że te, nie są w stanie ich oddać. Naprawdę. Czuję się potrzebny i ważny. Jestem szczęśliwy. Organizatorzy tego nie zrozumieją, ale chociaż odpadłem, ja już ten konkurs "przez Was" dawno wygrałem. W pełni świadomy banału oraz szczerości tego wpisu - dziękuję. Ale im pokazaliśmy! Jakby pozytywów było bało... Kilka osób wydających na mnie swoje 2 zł (za sms z głosem) zostało nagrodzonych giftami od firmy Apart - super! :) Podziękowania brzmią strasznie sztywno i sztucznie, ale naprawdę - należą się Wam diamenty.


Poezja. Nigdy nie wiedziałem co autor miał na myśli. Na początku ubolewałem, że nie dostrzegam konkretów wychwytywanych przez rówieśników czy informacji, znanych nauczycielkom na pamięć (podobnie zresztą jak całe „dzieła”). Później przestało mi na tym zależeć. Zależało mi żeby nie zapomnieć mundurka, bo jego brak był równoznaczny z wyrzuceniem z zajęć. Trzy nieobecności – ocena niedostateczna i egzamin poprawkowy w wakacje. Zacząłem czytać w domu poezję. Nie nadinterpretowałem, nie starałem się zrozumieć na siłę. Często, wiersz przekazywał zupełnie inne informacje niż przyjęte, zapisane w opracowaniach i utarcie przekazywane następnym pokoleniom. Postanowiłem wyprzedzać. Przed zajęciami, zacząłem czytać kilka stron z podręcznika do przodu. Zgłaszałem się, mówiłem to z czym się nie zgadzałem. Miałem dobre oceny. Niestety, suma sumarum, żadnego z tych wierszy nie pamiętam.



Nigdy nie pisałem wierszy i nigdy ich pisać nie planowałem. Po co? Kto to będzie czytał? Nie interesowało mnie pisanie o kolorze altany w uginającym się od urodzaju, tańczących z chmurami jabłoni, sadzie. Co to za sztuka pisać o pierdołach przez kilka kartek?



Chyba w przypadku każdego człowieka, serce, jest najgłupszym organem. Najmniej widzi, a najwięcej decyduje. Chociaż chce dobrze, jego egoizm potrafi narobić w życiu niezłego bałaganu. Nieład jest podobno cechą ludzi... Nieważne. Nie odbiegając od tematu i skupiając na bieżącej "rozkminie".


Kilka tygodni temu (składających się na miesiące), przeżyłem niemały zawód. Na kim? Raczej na czym... A na miłości - to chyba najtrafniejsza odpowiedź. Bez zbędnych metafor (których i tak będzie niemało - obiecuję), nie mogłem sobie poradzić ze zmianami, niespodziewanie zachodzącymi wówczas w moim życiu. Głupiutkie (jak rybki o tej samej nazwie) zrobiło ze mnie imbecyla. Naiwny, nie potrafiłem znaleźć sposobu rozwiązania problemu, planu ucieczki z Hadesu przepełnionego smutkiem i żalem. Nagle zobaczyłem w swoim życiu światło. Potężny poblask, który ukazał mi drogę i dobrych ludzi. Moje serce, zebrało się na odwagę, schowało dumę w aorcie i zwróciło do mózgu o pomoc. Ten zaś, pełniąc rolę tłumacza, poinstruował dłoń do zapisywania myśli. W ten oto prosty sposób, ale i dość długotrwały proces, powstał pewien zbiór. Liczy on prawie 200 utworów, którymi za jakiś czas chciałbym się z Wami podzielić. Niektórzy, głównie ci zainteresowani, z którymi miałem przyjemność rozmowy prywatnej na Facebooku, niektóre z nich już słuchali na YouTube'ie. Jestem niesamowicie wdzięczny za poświęconą uwagę, krytykę zarówno profesjonalistów jak i osób, którym poezja nie towarzyszy na co dzień. Dziękuję za szczerość mnogich komplementów, które jeszcze bardziej motywują mnie by sprostać oczekiwaniom Czytelników. Wrodzona bezczelność nakazuje mi przedkładać wymogi krytyków literackich (których, naturalnie, bardzo szanuję i doceniam) nad "amatorską" wrażliwość ludzką "niepisarzy". Powód jest prosty - i ja pisarzem nie jestem.
















gdybym czytał książki, dokładnie tak wyobrażałbym sobie proces twórczy autora / 23.10.2014 2:10 / [...] Ja też nie chodzę do kościoła. Ale to jedyne miejsce, gdzie mogę głośno śpiewać.



Piszę ten post od prawie 30 min, dłużej niż niejeden wiersz. "Wiersz" - duże słowo i nie lubię go używać. Wszystko co do tej pory nabazgrałem, żartobliwie nazywam "wiersami" (połączenie słów: wers + wiersz). W każdym razie, bez zbędności. Dzisiaj po raz pierwszy, 14.11.2014, dzielę się z Tobą, otwarcie, jednym ze swoich zapisków. Prawdopodobnie wszystkie te myśli, są dla mnie ekshibicjonizmem życia. Stoję przed Tobą nagi i wiem, że nie jestem idealny. Obiecuję - będę słuchał uwag, ćwiczył i robił co w mojej mocy żeby NIE NUDZIĆ. Dziękuję tym, którzy w prywatnych wiadomościach poświęcili mi swój czas - bez Was nigdy nie odważyłbym się na post, który teraz Ty, Ty i Ty czytasz. Nieważne czy znamy się bliżej czy dalej - możemy przeżywać i czuć tak samo. Pierwszy wiersz, który chciałbym Ci pokazać:


instagram: rafalozy
twitter: (też) rafalozy